W polowie filmu Zayn powiedzial,ze musi juz wracac. Zatrzymalismy plyte i pozegnalismy sie z Malikiem.
- Do zobaczenia mala. - Rzekl chlopak przytulajac mnie mocno i tym samym pozbawiajac oddechu.
- D...dusisz mnie.- Wydukalam.
- Oh, przepraszam. - Odparl speszony poluzniajac uscisk.
- Tylko mi tutaj nie szalejcie. - Dodal usmiechajac sie i ... puszczajac oczko do Niall'a? Okey, to bylo dziwne. - Pomyslalam.
- Spokojnie, bedziemy jak dwa male aniolki. - Odparl Irlandczyk spogladajac na mnie z usmiechem.
- To pa. - Powiedzial ostatni raz Malik i wyszedl.
Wrocilismy do ogladania filmu.
Wlasnie akcja zaczynala sie mocno rozkrecac i w niektorych momentach az dostawalam gesiej skorki.
W pewnym momencie muzyka w filmie stala sie zlowieszcza.
Ja, jak to ja, siedzialam w pelnym skupieniu ograniczajac oddech do mnimum. Nagle uslyszalam jakies stukanie za oknem domu. Tak sie wystraszylam,ze schowalam glowe za ramie Niall'a.
Chlopak spojrzal sie na mnie a ja sie zarumienilam, ze tak latwo mnie wystraszyc. On nic nie powiedzial tylko przysunal sie do mnie i mnie przytulil.
Bylam w siodmym niebie!
Reszte wieczoru spedzilismy wtuleni w siebie, od czasu do czasu komentujac jakas scene w filmie.
Bylo mi tak dobrze i cieplo, ze zasnelam..
poniedziałek, 13 stycznia 2014
Nasz lunch dobiegl konca, wiec chlopcy postanowili mnie zawiezc do domu Niall'a zebym rozpakowala swoje rzeczy i oswoila sie troche z miejscem.
Po godzinie samochod zaparkowal na podjezdzie. Moim oczom ukazal sie sliczny domek, wygladal jak z bajki.
Dach pokrywala idealnie czerwona dachowa, a na scianach domu rosl dziki bluszcz. Wokol domu bylo mnostwo drzew.
Az zabraklo mi tchu gdy to ujrzalam.
- No to tutaj bedziesz mieszkac. - Odparl wesolo Irlandczyk. - Podoba Ci sie? - Dodal.
- No pewnie. - Wyszeptalam zachwycona.
Chlopak otworzyl mi drzwi od domu i moim oczom ukazalo sie ladnie urzadzone wnetrze.
Najbardziej spodobal mi sie duzy, przestronny salon, z kremowa kanapa po srodku, a przed nia ogromne kino domowe.
- Rozgosc sie. - Powiedzial Niall znikajac w kuchni.
Usiadlam na kanapie a obok mnie usiadl Zayn.
- I co? - Spytal.
- Jak to co? - Odparlam.
- No jak Ci sie podoba?
- Jest rewelacyjnie. Dziekuje,ze to dla mnie robicie.
- W porzadku, to drobiazg. - Odparl usmiechajac sie do mnie.
- Drobiazg? Wszystkie Directioners za taki drobiazg daly by sie pociachac. - Powiedzialam.
Malik zaczal sie smiac.
- Na One Direction Infection nie ma lekarstwa, juz mowilem. - Dodal dalej zanoszac sie smiechem.
Po chwili przyszedl Nialler z wielka miska popcornu i oznajmil:
- Kto chce ogladac film?
Krzyknelismy chorkiem JA!
- Co chcesz obejrzec Caren? - Spytal blondyn.
- Moze jakis horror? - Zaproponowalam.
- A nie bedziesz sie bac? - Odparl chlopak patrzac na mnie i usmiechajac sie.
- Bede. Ale ty mnie obronisz. - Odparlam zadzierajac glowe jak ksiezniczka.
Irlandczyk wlaczyl Bal Maturalny i usiadl po mojej lewej stronie.
Mam najlepsza obstawe w miescie * Pomyslalam i usmiechnelam sie pod nosem.
Po godzinie samochod zaparkowal na podjezdzie. Moim oczom ukazal sie sliczny domek, wygladal jak z bajki.
Dach pokrywala idealnie czerwona dachowa, a na scianach domu rosl dziki bluszcz. Wokol domu bylo mnostwo drzew.
Az zabraklo mi tchu gdy to ujrzalam.
- No to tutaj bedziesz mieszkac. - Odparl wesolo Irlandczyk. - Podoba Ci sie? - Dodal.
- No pewnie. - Wyszeptalam zachwycona.
Chlopak otworzyl mi drzwi od domu i moim oczom ukazalo sie ladnie urzadzone wnetrze.
Najbardziej spodobal mi sie duzy, przestronny salon, z kremowa kanapa po srodku, a przed nia ogromne kino domowe.
- Rozgosc sie. - Powiedzial Niall znikajac w kuchni.
Usiadlam na kanapie a obok mnie usiadl Zayn.
- I co? - Spytal.
- Jak to co? - Odparlam.
- No jak Ci sie podoba?
- Jest rewelacyjnie. Dziekuje,ze to dla mnie robicie.
- W porzadku, to drobiazg. - Odparl usmiechajac sie do mnie.
- Drobiazg? Wszystkie Directioners za taki drobiazg daly by sie pociachac. - Powiedzialam.
Malik zaczal sie smiac.
- Na One Direction Infection nie ma lekarstwa, juz mowilem. - Dodal dalej zanoszac sie smiechem.
Po chwili przyszedl Nialler z wielka miska popcornu i oznajmil:
- Kto chce ogladac film?
Krzyknelismy chorkiem JA!
- Co chcesz obejrzec Caren? - Spytal blondyn.
- Moze jakis horror? - Zaproponowalam.
- A nie bedziesz sie bac? - Odparl chlopak patrzac na mnie i usmiechajac sie.
- Bede. Ale ty mnie obronisz. - Odparlam zadzierajac glowe jak ksiezniczka.
Irlandczyk wlaczyl Bal Maturalny i usiadl po mojej lewej stronie.
Mam najlepsza obstawe w miescie * Pomyslalam i usmiechnelam sie pod nosem.
niedziela, 12 stycznia 2014
Spotkanie
Gorzej wyobrazalam sobie lot samolotem. Nie bylo wcale tak zle. Po dwoch godzinach bylam juz na lotnisku w Londynie.
Bylam strasznie zdenerwowana i podekscytowana.
To miala byc najpiekniejsza chwila mojego zycia.
Po 15 minutach dostrzeglam Zayn'a w tlumie ludzi. Obok niego ktos stal. Po chwili zorientowalam sie ze to Niall! Moje serce zaczelo bic szybciej. Irlandczyk bardzo mi sie podobal od samego poczatku. Byl tak zwanym moim ''ulubiencem''. Na zywo wygladal jeszcze lepiej. Podeszlam do nich. Spojrzeli na mnie zdziwieni.
- Hej. To ja, Caren. - Powiedzialam usmiechajac sie niesmialo.
- Czesc. - Odparl entuzjastycznie Malik. - To jest Niall. - Wskazal na blondyna.
- Wiem przeciez. - Odparlam usmiechajac sie do Irlandczyka.
Jednak zauwazylam,ze obydwoje mieli dziwne miny.
- Co jest? Cos ze mna nie tak? - Spytalam patrzac przenikliwie na ich twarze by wychwycic najmniejszy szczegol.
- Okey. Tylko,ze .. inaczej sobie ciebie wyobrazalem. - Odparl Zayn.
- Czyli jak? Az tak zle wygladam?
- No wlasnie nie. Jestes.. - powiedzial Malik.
- Piekna. - dokonczyl za niego Niall.
Poczulam jak sie rumienie. Nie takiej reakcji sie spodziewalam,ale bylo mi bardzo milo.
- Dziekuje. - Wydukalam spuszczajac wzrok. Niall zawstydzil mnie tym okresleniem.
- Moze chodzmy cos zjesc? Pewnie umierasz z glodu, prawda? - Powiedzial Niall.
- Ja nie umieram z glodu, ale podejrzewam,ze ty bys chetnie cos zjadl. - Odparlam rozbawiona. Wiedzialam,ze chlopakowi tylko jedzenie w glowie.
- No pewnie. - Odpowiedzial Irlandczyk klepiac sie ostentacyjnie po brzuchu i smiejac.
- Lubisz pizze? - Spytal Zayn.
- No pewnie.
- To chodz. - Odparl i chwycil mnie za reke prowadzac w strone samochodu. Niall wzial moja walizke i podazyl za nami.
Ten tydzien minal mi abrdzo szybko i nim sie obejrzalam juz byl czwartek, a ja jeszcze nie bylam spakowana! Postanowilam to szybko zrobic, zeby miec za soba ta nudna czynnosc.
Poszlam do siebie do pokoju i spakowalam kilka ubran oraz kosmetyki.
Doszlam do wniosku,ze pojde szybciej spac, poniewaz musialam wczesie rano wstac.
Obudzilam sie o 7.
Zazwyczaj szykowanie sie zajmowalo mi conajmniej godzine, jednak tym razem bylam gotowa o wiele wczesniej, a do wyjazdu an lotnisko zostala ponad godzina. Nie wiedzialam co dalej ze soba robic.
Doszlam do wniosku,ze musze porozmawiac z mama. Przez ostatnie pare dni nie rozmawialysmy zbyt duzo, kazda z nas byla pochlonieta myslami.
Zeszlam do salonu. Moja rodzicielka siedziala na kanapie z ksiazka i kubkiem herbaty.
- Hej. - Powiedzialam siadajac obok niej.
- No hej. - Odparla podnoszac wzrok z nad ksiazki i patrzac na mnie.
- Mozemy porozmawiac?
- Jasne. Co jest? - Odparla odkladajac ksiazke na bok.
- Mamo, ja wiem,ze sie martwisz. Bardzo dobrze cie rozumiem. Ja tez sie denerwuje. Ty sie boisz o moja szkole i o to,ze to tak daleko, ze ich nie znam i moze mi sie cos stac. Ale zapewniam cie,ze nic zlego sie nie stanie. Jedyne czego sie boje to, ze chlopcy mnie nie polubia. - Powiedzialam spuszczajac glowe. Nie chcialam myslec o tym,ze cos moze pojsc nie tak.
- Kochanie, wszystko bedzie dobrze. Ciebie sie nie da nie lubic, a z tego co mi o nich opowiadalas to inteligentni faceci wiec na pewno dostrzega jaka jestes wspaniala. - Odparla moja mama przytulajac mnie czule.
- Dziekuje. - Wyszeptalam.
Pozniej rozmawialysmy o ksiazce, ktora lezala na stoliku i tak minela nam ostatnia godzina do wyjazdu. Gdy odjezdzalysmy, a potem szlam na samolot, czulam,ze zaczyna sie najpiekniejsza przygoda mojego zycia.
Poszlam do siebie do pokoju i spakowalam kilka ubran oraz kosmetyki.
Doszlam do wniosku,ze pojde szybciej spac, poniewaz musialam wczesie rano wstac.
Obudzilam sie o 7.
Zazwyczaj szykowanie sie zajmowalo mi conajmniej godzine, jednak tym razem bylam gotowa o wiele wczesniej, a do wyjazdu an lotnisko zostala ponad godzina. Nie wiedzialam co dalej ze soba robic.
Doszlam do wniosku,ze musze porozmawiac z mama. Przez ostatnie pare dni nie rozmawialysmy zbyt duzo, kazda z nas byla pochlonieta myslami.
Zeszlam do salonu. Moja rodzicielka siedziala na kanapie z ksiazka i kubkiem herbaty.
- Hej. - Powiedzialam siadajac obok niej.
- No hej. - Odparla podnoszac wzrok z nad ksiazki i patrzac na mnie.
- Mozemy porozmawiac?
- Jasne. Co jest? - Odparla odkladajac ksiazke na bok.
- Mamo, ja wiem,ze sie martwisz. Bardzo dobrze cie rozumiem. Ja tez sie denerwuje. Ty sie boisz o moja szkole i o to,ze to tak daleko, ze ich nie znam i moze mi sie cos stac. Ale zapewniam cie,ze nic zlego sie nie stanie. Jedyne czego sie boje to, ze chlopcy mnie nie polubia. - Powiedzialam spuszczajac glowe. Nie chcialam myslec o tym,ze cos moze pojsc nie tak.
- Kochanie, wszystko bedzie dobrze. Ciebie sie nie da nie lubic, a z tego co mi o nich opowiadalas to inteligentni faceci wiec na pewno dostrzega jaka jestes wspaniala. - Odparla moja mama przytulajac mnie czule.
- Dziekuje. - Wyszeptalam.
Pozniej rozmawialysmy o ksiazce, ktora lezala na stoliku i tak minela nam ostatnia godzina do wyjazdu. Gdy odjezdzalysmy, a potem szlam na samolot, czulam,ze zaczyna sie najpiekniejsza przygoda mojego zycia.
Obudzil mnie dzwiek sms'a.
Spojrzalam zaspanym wzrokiem na telefon.
To od Zayn'a.
Nagle natychmiast mialam mnostwo energii.
Otworzylam wiadomosc :
Dlaczego nie odbierasz? Wszystko w porzadku mala?
Jak nie odbieram? _ Pomyslalam.Po chwili zauwazylam,ze faktycznie, mam 10 nieodebranych polaczen!
Najwidoczniej nie slyszalam telefonu.
.-O cholera, musze oddzwonic! - Wyszeptalam ale nie zdazylam wybrac jego numeru gdy moj telefon zaczal wibrowac. To byl Zayn.
Odebralam.
- Halo? - powiedzialam cicho,zeby nie obudzic mamy. Byl przeciez srodek nocy.
- Caren! Co sie z toba dzieje? Od godziny probuje sie do ciebie dodzwonic! Martwilem sie! Wszystko okey? - Spytal chlopak. Czuc bylo w jego glosie zdenerwowanie.
- Wszystko jest dobrze. Po prostu zasnelam i mialam wyciszony telefon.
- Na prawde mnie wystraszylas. Juz mialem czarne mysli.
- Przepraszam. - Wyszeptalam ze skrucha.
- Juz dobrze. Zalatwilem wszystko. W piatek masz o 10 samolot z Nice. Na miejscu bede na ciebie czekal. Chyba mnie rozpoznasz, prawda? - Rozesmial ie chlopak.
- No nie wiem, nie wiem. Postaram sie.
- Pasuje ci ten dzien?
- Jasne. - Odparlam.
- No dobra. Juz pozno. Powinnas sie wyspac mala. Dobranoc. DO zobaczenia. - Wyszeptal Malik i sie rozlaczyl.
Zbieglam na dol. Wiedzialam,ze mama tam juz pewnie siedzi w kuchni i robi sniadanie jak co sobote.
- Mamo! - Krzyknelam podekscytowana.
- Co sie stalo? Czemu tak krzyczysz? - odparla rodzicielka zakrywajac uszy.
- Jade! Rozumiesz? Jade tam! Poznam chlopako! - nie moglam opanowac swojego szczescia.
- Kochanie, juz rozmawialysmy na ten temat. Nie stac nas na taki wyjazd.
- Nas nie, ale jego tak. Zadzwonilam do Zayn'a i powiedzial,ze za wszystko zaplaci i nie mam sie o nic martwic. Zadzwoni jak wszystko zalatwi. - Wydusilam na jednym oddechu.
- Na prawde? - moja mama spojrzala na mnie robiac mine w stylu '' co ona bierze? ''
- No na serio! Myslisz,ze bym sie tak cieszyla, gdyby to nie byla prawda?
Juz nic nie odpowiedziala, postawila na stole talerz z kanapkami i kubek kakao i poszla do salonu ogladac telewizje. Z tego zdenerwowania nie zjadlam wczoraj sniadanie i bylam strasznie glodna. Pochlonelam sniadanie w rekordowym tempie.
Pozniej poszlam do salonu usiasc i obgadac wszystko z mama.
- Jestes na mnie zla? - Spytalam widzac, ze siedzi cicho i nie ma zamairu sie odezwac.
- Nie jestem. Po prostu sie martwie. To bardzo daleko kochanie. Bedziesz tam zupelnie sama. Przeciez ty wogole nie znasz tego chlopaka. A jak on cos ci zrobi?
Wybuchnelam smiechem. Jakos nie potrafilam wyobrazic sobie Zayn'a robiacego mi krzywde. Moze i byl postrzegany jako Bad Boy ale nigdy by nie skrzywdzil zadnej dziewczyny. Bylam tego pewna.
- Mamo, zapewniam cie, ze nic zlego mi sie nie stanie. W najgorszym wypadku chlopacy mnie nie polubia.
Wypowiedzialam te slowa i uswiadomilam sobie,ze przeciez tak moze sie stac. Nikt nie obiecywal,ze nagle sie z nimi zaprzyjaznie i bedziemy zyli dlugo i szczesliwie. Zaczelam sie denerwowac.
- Wiem kochanie, ale tez bys sie na moim miejscu martwila.
- Wyluzuj. - Odparlam i przytuliam sie do niej.
Reszte dnia zajelo mi zastanawianie sie co powiem i w co sie ubiore.
Chcialam zrobic na nich dobre wrazenie.
Wieczorem polozylam sie na lozku z telefonem w dloni i czekalam na telefon od Zayn'a. Nawet nie zauwazylam kiedy zasnelam..
- Mamo! - Krzyknelam podekscytowana.
- Co sie stalo? Czemu tak krzyczysz? - odparla rodzicielka zakrywajac uszy.
- Jade! Rozumiesz? Jade tam! Poznam chlopako! - nie moglam opanowac swojego szczescia.
- Kochanie, juz rozmawialysmy na ten temat. Nie stac nas na taki wyjazd.
- Nas nie, ale jego tak. Zadzwonilam do Zayn'a i powiedzial,ze za wszystko zaplaci i nie mam sie o nic martwic. Zadzwoni jak wszystko zalatwi. - Wydusilam na jednym oddechu.
- Na prawde? - moja mama spojrzala na mnie robiac mine w stylu '' co ona bierze? ''
- No na serio! Myslisz,ze bym sie tak cieszyla, gdyby to nie byla prawda?
Juz nic nie odpowiedziala, postawila na stole talerz z kanapkami i kubek kakao i poszla do salonu ogladac telewizje. Z tego zdenerwowania nie zjadlam wczoraj sniadanie i bylam strasznie glodna. Pochlonelam sniadanie w rekordowym tempie.
Pozniej poszlam do salonu usiasc i obgadac wszystko z mama.
- Jestes na mnie zla? - Spytalam widzac, ze siedzi cicho i nie ma zamairu sie odezwac.
- Nie jestem. Po prostu sie martwie. To bardzo daleko kochanie. Bedziesz tam zupelnie sama. Przeciez ty wogole nie znasz tego chlopaka. A jak on cos ci zrobi?
Wybuchnelam smiechem. Jakos nie potrafilam wyobrazic sobie Zayn'a robiacego mi krzywde. Moze i byl postrzegany jako Bad Boy ale nigdy by nie skrzywdzil zadnej dziewczyny. Bylam tego pewna.
- Mamo, zapewniam cie, ze nic zlego mi sie nie stanie. W najgorszym wypadku chlopacy mnie nie polubia.
Wypowiedzialam te slowa i uswiadomilam sobie,ze przeciez tak moze sie stac. Nikt nie obiecywal,ze nagle sie z nimi zaprzyjaznie i bedziemy zyli dlugo i szczesliwie. Zaczelam sie denerwowac.
- Wiem kochanie, ale tez bys sie na moim miejscu martwila.
- Wyluzuj. - Odparlam i przytuliam sie do niej.
Reszte dnia zajelo mi zastanawianie sie co powiem i w co sie ubiore.
Chcialam zrobic na nich dobre wrazenie.
Wieczorem polozylam sie na lozku z telefonem w dloni i czekalam na telefon od Zayn'a. Nawet nie zauwazylam kiedy zasnelam..
Rozwiazanie
Nie moglam tego tak zostawic. Byla godzina 22.
Moglam zadzwonic do Zayn'a i mu wszystko wytlumaczyc,ale bylo na to troche za pozno. Postanowilam,ze zadzwonie rano. W glebi serca mialam jeszcze nadzieje,ze cos wymysle.
Nie moglam tak po prostu sie teraz poddac. Akurat jak dostaje od losu taka szanse mam z niej zrezygnowac tylko z powodu glupie kasy? Nigdy bym sobie tego nie wybaczyla. Ale co mialam zrobic? Przeciez mnie na prawde nie bylo na ten wyjad stac, a nie mialam jak zarobic takiej duzej sumy.
Przez te rozmyslania nie zasnelam wogole. Ale o dziwo mialam mnostwo energii. To stres tak na mnie dzialal.
Godzina 8 rano. Wybierajac numer Malika mialam nadzieje,ze nie spi. Nie chcialam go budzic. Ale juz nie moglam dluzej zwlekac z rozmowa.
Po kilku sygnalach uslyszalam ten cudny glos.
- Hej. - powiedzial Zayn.
- Czesc. Mam nadzieje,ze cie nie obudzilam. - powiedzialam zawstydzona. Nie chcialam go odrywac od odpoczynku.
- Nie. Tak szczerze, to wcale nie spalem. - odparl.
- Ja tez nie..
- A co sie dzieje? - Spytal Malik. Slychac bylo troske w jego glosie.
- Mam maly problem. Z wyjazdem.. - odparlam czujac jak do mojej twarzy naplywa krew, mialam ochote sie rozplakac.
- Co sie dzieje Caren? Mow. Na pewno da sie to rozwiazac. - odpowiedzial spokojnie chlopak.
- Watpie.
- Mow. Postaram sie pomoc.
- No okey. Po prostu.. mnie nie stac na taki wyjazd Zayn. Nie pomyslalam o tym na poczatku, ale moja mama mi wczoraj uswiadomila,ze to na prawde zbyt droga sprawa dla mnie. Przepraszam,ale chyba nie bedziemy sie mogli spotkac. Tak bardzo cie przepraszam.. - Moj glos juz byl u kresu wytrzymalosci. Czulam jak wielka gula rosnie mi w gardle, a do oczu naplywaja lzy.
Nastala dziwna cisza. Po chwili uslyszalam smiech.
- P..powiedzialam cos nie tak? - Spytalam niepewnie.
- Przepraszam, ale na prawde, uwazasz,ze to problem? Przeciez to dla mnie zaden problem, moge zaplacic za wszystko. - Odparl rozbawiony chlopak.
- No co ty! To zbyt duzo Zayn!
- Przestan pieprzyc. Ja tyle wydaje na jednej imprezie. Wyluzuj. No chyba,ze nie chcesz sie spotkac a to tylko wymowka.
- Przeciez wiesz,ze bardzo chce sie spotkac... - wyszeptalam.
- To po problemie. Ja wszystko zalatwie, a pozniej do ciebie oddzwonie. Moze tak byc?
- Emm.. Pewnie. Zayn?
- Tak?
- Dziekuje.
- Nie dziekuj mala. Przeciez to ja zaproponowalem spotkanie. I juz przestan sie wszystkim martwic. Bedzie dobrze.
Po tych slowach Malik sie rozlaczyl a do mojego serca na nowo zawitala nadzieja.
Moglam zadzwonic do Zayn'a i mu wszystko wytlumaczyc,ale bylo na to troche za pozno. Postanowilam,ze zadzwonie rano. W glebi serca mialam jeszcze nadzieje,ze cos wymysle.
Nie moglam tak po prostu sie teraz poddac. Akurat jak dostaje od losu taka szanse mam z niej zrezygnowac tylko z powodu glupie kasy? Nigdy bym sobie tego nie wybaczyla. Ale co mialam zrobic? Przeciez mnie na prawde nie bylo na ten wyjad stac, a nie mialam jak zarobic takiej duzej sumy.
Przez te rozmyslania nie zasnelam wogole. Ale o dziwo mialam mnostwo energii. To stres tak na mnie dzialal.
Godzina 8 rano. Wybierajac numer Malika mialam nadzieje,ze nie spi. Nie chcialam go budzic. Ale juz nie moglam dluzej zwlekac z rozmowa.
Po kilku sygnalach uslyszalam ten cudny glos.
- Hej. - powiedzial Zayn.
- Czesc. Mam nadzieje,ze cie nie obudzilam. - powiedzialam zawstydzona. Nie chcialam go odrywac od odpoczynku.
- Nie. Tak szczerze, to wcale nie spalem. - odparl.
- Ja tez nie..
- A co sie dzieje? - Spytal Malik. Slychac bylo troske w jego glosie.
- Mam maly problem. Z wyjazdem.. - odparlam czujac jak do mojej twarzy naplywa krew, mialam ochote sie rozplakac.
- Co sie dzieje Caren? Mow. Na pewno da sie to rozwiazac. - odpowiedzial spokojnie chlopak.
- Watpie.
- Mow. Postaram sie pomoc.
- No okey. Po prostu.. mnie nie stac na taki wyjazd Zayn. Nie pomyslalam o tym na poczatku, ale moja mama mi wczoraj uswiadomila,ze to na prawde zbyt droga sprawa dla mnie. Przepraszam,ale chyba nie bedziemy sie mogli spotkac. Tak bardzo cie przepraszam.. - Moj glos juz byl u kresu wytrzymalosci. Czulam jak wielka gula rosnie mi w gardle, a do oczu naplywaja lzy.
Nastala dziwna cisza. Po chwili uslyszalam smiech.
- P..powiedzialam cos nie tak? - Spytalam niepewnie.
- Przepraszam, ale na prawde, uwazasz,ze to problem? Przeciez to dla mnie zaden problem, moge zaplacic za wszystko. - Odparl rozbawiony chlopak.
- No co ty! To zbyt duzo Zayn!
- Przestan pieprzyc. Ja tyle wydaje na jednej imprezie. Wyluzuj. No chyba,ze nie chcesz sie spotkac a to tylko wymowka.
- Przeciez wiesz,ze bardzo chce sie spotkac... - wyszeptalam.
- To po problemie. Ja wszystko zalatwie, a pozniej do ciebie oddzwonie. Moze tak byc?
- Emm.. Pewnie. Zayn?
- Tak?
- Dziekuje.
- Nie dziekuj mala. Przeciez to ja zaproponowalem spotkanie. I juz przestan sie wszystkim martwic. Bedzie dobrze.
Po tych slowach Malik sie rozlaczyl a do mojego serca na nowo zawitala nadzieja.
sobota, 11 stycznia 2014
Czy sie uda?
Zeszlam na dol, ponownie do salonu, zeby pogadac z mama o wyjezdzie.
- Hej.. - ppowiedzialam cicho.
- No co tam? Jak rozmowa? - spytala usmiechajac sie do mnie.
- Wszystko dobrze. Zayn chce sie spotkac.
- O, to super. To kiedy nas odwiedzi? - odparla mama.
- No wlasnie jest maly problem.
- Jaki? - spojrzala na mnie podejrzliwie.
- On nie przyjedzie tutaj. To ja jade do Londynu.. - odparlam szeptem spuszczajac wzrok.
- Nie ma takiej mowy! - Krzyknela moja rodzicielka.
- Mamo, ale ja musze sie z nimi spotkac! Blagam Cie! Zgodz sie!
- Carmen, masz dopiero siedemnascie lat, nie bedziesz mi podrozowac sama do innego kraju? Oszalalas?
- Ale ja tam musze byc, mamo. To moje najwieksze marzenie. Przeciez wszystko bedzie dobrze.. Blagam, zgodz sie..
- No dobrze? A masz na to pieniadze? Wiesz,ze nas nie stac. Bilet, hotel itd. Do tego twoja szkola. Przeciez nie mozesz od tak sobie przestac do niej chodzic.
- Ale to tylko pare dni.
- A pieniadze? Masz na to wszystko? - Odparla moja mama czujac,ze wygrywa. Przeciez ona miala racje. Nie bylo nas stac na takie wycieczki. Mama pracowala sama. Ojciec nas zostawil jak bylam mala.
Juz nic wiecej nie odpowiedzialam. Poszlam na gore, czujac jak moje marzenia pryskaja jak banka mydlana.
To koniec.
- Hej.. - ppowiedzialam cicho.
- No co tam? Jak rozmowa? - spytala usmiechajac sie do mnie.
- Wszystko dobrze. Zayn chce sie spotkac.
- O, to super. To kiedy nas odwiedzi? - odparla mama.
- No wlasnie jest maly problem.
- Jaki? - spojrzala na mnie podejrzliwie.
- On nie przyjedzie tutaj. To ja jade do Londynu.. - odparlam szeptem spuszczajac wzrok.
- Nie ma takiej mowy! - Krzyknela moja rodzicielka.
- Mamo, ale ja musze sie z nimi spotkac! Blagam Cie! Zgodz sie!
- Carmen, masz dopiero siedemnascie lat, nie bedziesz mi podrozowac sama do innego kraju? Oszalalas?
- Ale ja tam musze byc, mamo. To moje najwieksze marzenie. Przeciez wszystko bedzie dobrze.. Blagam, zgodz sie..
- No dobrze? A masz na to pieniadze? Wiesz,ze nas nie stac. Bilet, hotel itd. Do tego twoja szkola. Przeciez nie mozesz od tak sobie przestac do niej chodzic.
- Ale to tylko pare dni.
- A pieniadze? Masz na to wszystko? - Odparla moja mama czujac,ze wygrywa. Przeciez ona miala racje. Nie bylo nas stac na takie wycieczki. Mama pracowala sama. Ojciec nas zostawil jak bylam mala.
Juz nic wiecej nie odpowiedzialam. Poszlam na gore, czujac jak moje marzenia pryskaja jak banka mydlana.
To koniec.
Rozmowa.
- No jak to co, kotek? Chyab chcesz sie z nim spotkac, prawda? - Odparla mama.
- No pewnie,ze tak, ale czy nie masz nic przeciwko?
- Jesli o tym marzysz, to dzwon do niego i ustal kiedy sie spotkacie.
- Na prawde? - Spytalam niedowierzajac.
- Na prawde. - Odparla mama przytulajac mnie.
Po chwili wstalam i poszlam do swojego pokoju. Musialam do neigo zadzwonic.
Usiadlam na lozku opierajac sie o poduszki i wybralam numer. Serce walilo mi jak oszalale.
Po 3 sygnalach uslyszalam ten cudowny glos.
- Halo?
- To.. ja. Caren. Wyslalam ci ten obraz. Pamietasz? - Powiedzialam cicho. Nie moglam opanowac trzesacych sie dloni i swojego drzacego glosu.
- Emm.. A tak! Pewnie,ze pamietam! Juz myslalem,ze nie zadzwonisz. Czyli mam rozumiec,ze chcesz sie spotkac? - Odparl chlopak.
- Pewnie,ze tak. Tylko kiedy i gdzie?
- A moglbys przyjechac do Londynu?
- To znaczy, nie wiem. Ja sie jeszcze ucze. Musialabym wziac wolne od szkoly na pare dni.. - Odparlam zastanawiajac sie czy mama sie an to zgodzi.
- Okey. To jak juz bedziesz wiedziala to daj znac, okey? Bardzo chcialbym sie z Toba spotkac. Chlopacy tez. Pokazalem im twoj obraz. Sa tak samo zachwyceni jak ja.
- Dobrze. Porozmawiam z mama i oddzwonie, okey?
- Jasne. Do zobacznia. - Odpowiedzial wesolo brunet i sie rozlaczyl.
Westchnelam kladac sie na lozku i przyciskajac telefon do serca.
To bylo fantastyczne. Jego glos byl taki miekki, a zarazem meski.
Teraz musialam tylko powiedziec mamie, ze jade do Londynu. Musiala sie zgodzic.
- No pewnie,ze tak, ale czy nie masz nic przeciwko?
- Jesli o tym marzysz, to dzwon do niego i ustal kiedy sie spotkacie.
- Na prawde? - Spytalam niedowierzajac.
- Na prawde. - Odparla mama przytulajac mnie.
Po chwili wstalam i poszlam do swojego pokoju. Musialam do neigo zadzwonic.
Usiadlam na lozku opierajac sie o poduszki i wybralam numer. Serce walilo mi jak oszalale.
Po 3 sygnalach uslyszalam ten cudowny glos.
- Halo?
- To.. ja. Caren. Wyslalam ci ten obraz. Pamietasz? - Powiedzialam cicho. Nie moglam opanowac trzesacych sie dloni i swojego drzacego glosu.
- Emm.. A tak! Pewnie,ze pamietam! Juz myslalem,ze nie zadzwonisz. Czyli mam rozumiec,ze chcesz sie spotkac? - Odparl chlopak.
- Pewnie,ze tak. Tylko kiedy i gdzie?
- A moglbys przyjechac do Londynu?
- To znaczy, nie wiem. Ja sie jeszcze ucze. Musialabym wziac wolne od szkoly na pare dni.. - Odparlam zastanawiajac sie czy mama sie an to zgodzi.
- Okey. To jak juz bedziesz wiedziala to daj znac, okey? Bardzo chcialbym sie z Toba spotkac. Chlopacy tez. Pokazalem im twoj obraz. Sa tak samo zachwyceni jak ja.
- Dobrze. Porozmawiam z mama i oddzwonie, okey?
- Jasne. Do zobacznia. - Odpowiedzial wesolo brunet i sie rozlaczyl.
Westchnelam kladac sie na lozku i przyciskajac telefon do serca.
To bylo fantastyczne. Jego glos byl taki miekki, a zarazem meski.
Teraz musialam tylko powiedziec mamie, ze jade do Londynu. Musiala sie zgodzic.
Magiczna chwila.
Zawsze wierzylam. Wierzylam w to,ze kiedys bede szczesliwa.
I ze osiagne wszystko tylko dzieki ciezkiej pracy.
Kochalam tych pieciu wariatow.
Pragnelam ich poznac.
I mialam pomysl jak to zrobic.
Siedzialam nad tym obrazem 3 miesiace.
Bylo ciezko, ale udalo sie.
Postanowilam wyslac to do ktoregos z chlopakow. Wybralam Zayn'a. Sama nie wiem czemu. Moze dlatego,ze tez lubil rysowac?
Od wyslania obrazu minal miesiac i zadnej odpowiedzi. Tracilam nadzieje. *A moze nie doszedl?* myslalam smutna.
Juz przestalam wierzyc ze dane jest mi ich poznac. Az do pewnego dnia...
- Caren! - Uslyszalam glos mamy dobiegajacy z dolu.
- Juz ide! - Odkrzyknelam zbiegajac po schodach.
Mama siedziala w salonie. Miala dziwny usmiech na twarzy.
- To chyba do Ciebie. - Powiedziala cicho. Wreczyla mi do reki koperte.
Spojrzalam na napis widniejacy na bialym papierze :
Zayn Malik
Bradford West Yorkshire BD4
Nie! To niemozliwe! Odpisal!
Spojrzalam uradowana na mame. Na jej twarzy tez juz widnial ogromny usmiech. Ona wiedziala,ze spodziewam sie tego listu od dluzszego czasu.
- No otwieraj juz, umieram z ciekawosci. - Powiedziala, poklepujac zachecajaco miejsce obok siebie na kanapie. Usiadlam. Rece drzaly mi z podekscytowania. A co jak im sie obraz nie spodobal?
Powoli, tak zeby nie zniszczyc koperty, otworzylam list.
Wyciagnelam zgieta na pol kartke. Balam sie dowiedziec co tam jest napisane. Ale jednoczesnie czulam,ze to bedzie dobra wiadomosc.
Hi Caren.
I can't believe in your talent.
This picture is wonderful. When I saw it I thought that you're the most talented person on the world. Every detail on this picture is perfect.
I have proposal. I want to meet you. Really.
What do you think about it?
If you agree, please call to me.
This is my phone number : 06 987 756 654
I'm waiting.
Your big fan Zayn.
- I co napisal? - spytala mama.
Nie bylam w stanie nic odpowiedziec. Czulam jak gorace lzy leca po moich policzkach.
To byla najpiekniejsza chwila w moim zyciu. Nie mogla uwierzyc,ze mi sie udalo.
To bylo tak piekne,ze az niewiarygodne.
- Mamo.. - Probowalam wydukac z siebie odpowiedz,ale glos uwiazl mi w gardle.
- No powiedz wreszcie! - Pospieszala mnie mama podekscytowana.
- On.. On chce sie spotkac. I dal mi swoj numer telefonu. Mamo.. udalo sie. Rozumiesz? Udalo sie! - Ostatnie dwa slowa wykrzyczalam szczesliwa.
- To fantastycznie!
- I co teraz? .. - Spytalam.
I ze osiagne wszystko tylko dzieki ciezkiej pracy.
Kochalam tych pieciu wariatow.
Pragnelam ich poznac.
I mialam pomysl jak to zrobic.
Siedzialam nad tym obrazem 3 miesiace.
Bylo ciezko, ale udalo sie.
Postanowilam wyslac to do ktoregos z chlopakow. Wybralam Zayn'a. Sama nie wiem czemu. Moze dlatego,ze tez lubil rysowac?
Od wyslania obrazu minal miesiac i zadnej odpowiedzi. Tracilam nadzieje. *A moze nie doszedl?* myslalam smutna.
Juz przestalam wierzyc ze dane jest mi ich poznac. Az do pewnego dnia...
- Caren! - Uslyszalam glos mamy dobiegajacy z dolu.
- Juz ide! - Odkrzyknelam zbiegajac po schodach.
Mama siedziala w salonie. Miala dziwny usmiech na twarzy.
- To chyba do Ciebie. - Powiedziala cicho. Wreczyla mi do reki koperte.
Spojrzalam na napis widniejacy na bialym papierze :
Zayn Malik
Bradford West Yorkshire BD4
Nie! To niemozliwe! Odpisal!
Spojrzalam uradowana na mame. Na jej twarzy tez juz widnial ogromny usmiech. Ona wiedziala,ze spodziewam sie tego listu od dluzszego czasu.
- No otwieraj juz, umieram z ciekawosci. - Powiedziala, poklepujac zachecajaco miejsce obok siebie na kanapie. Usiadlam. Rece drzaly mi z podekscytowania. A co jak im sie obraz nie spodobal?
Powoli, tak zeby nie zniszczyc koperty, otworzylam list.
Wyciagnelam zgieta na pol kartke. Balam sie dowiedziec co tam jest napisane. Ale jednoczesnie czulam,ze to bedzie dobra wiadomosc.
Hi Caren.
I can't believe in your talent.
This picture is wonderful. When I saw it I thought that you're the most talented person on the world. Every detail on this picture is perfect.
I have proposal. I want to meet you. Really.
What do you think about it?
If you agree, please call to me.
This is my phone number : 06 987 756 654
I'm waiting.
Your big fan Zayn.
- I co napisal? - spytala mama.
Nie bylam w stanie nic odpowiedziec. Czulam jak gorace lzy leca po moich policzkach.
To byla najpiekniejsza chwila w moim zyciu. Nie mogla uwierzyc,ze mi sie udalo.
To bylo tak piekne,ze az niewiarygodne.
- Mamo.. - Probowalam wydukac z siebie odpowiedz,ale glos uwiazl mi w gardle.
- No powiedz wreszcie! - Pospieszala mnie mama podekscytowana.
- On.. On chce sie spotkac. I dal mi swoj numer telefonu. Mamo.. udalo sie. Rozumiesz? Udalo sie! - Ostatnie dwa slowa wykrzyczalam szczesliwa.
- To fantastycznie!
- I co teraz? .. - Spytalam.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)